Odtwarzałam sobie powoli na tym blogu kłopoty z diagnozą pierwszego zakażenia boreliozą (rok 2001!), ale świat idzie dalej i pokazał mi, jakie były – są – i zapewne jeszcze będą – skutki późnego podjęcia leczenia boreliozy.
Główny skutek – to fakt, że jeśli nie włączysz od razu antybiotyków, to krętki Borrelia burgdorferi zaczną się namnażać w twoim organizmie. Potem może być już tylko gorzej.
Marnieje mi system immunologiczny. Tracę odporność na wszystko. Albo w co trzeciej reakcji. Choruję na wszystko nie wiadomo dlaczego.
Wcześniej nie znałam słowa „immunologia”. Byłam informatykiem i radziłam sobie bez medycyny.
Lekarz, który wspomagał moje leczenie w latach 2006 i 2007, od początku nazywał ten proces zaleczeniem. Doradzał przypominające dawki antybiotyków – i stosuję je co pewien czas – kiedy któraś wiosna czy jesień przypomną mi pierdylionem kleszczy w okolicy.
Oficjalna medycyna w moim państwie rozumowała o wiele prościej: ma pani zespół poboreliozowy, a to jest nieuleczalne.
Tak, mam.
Co i raz się przypomina.
Na przykład – ukąszenie osy. Nikt nie robił takich badań, prawda?
Zapraszam do lektury następnego postu.
