Byliśmy w Warszawie – najpierw u Grażyny i Olka, potem na koncercie kapeli Wazy. U Grażyny chyba wypiłam jakiś kieliszek czy dwa, potem małe piwo podczas koncertu.
Głowa nagle zaczęła mi pękać, jak na potężnym kacu po jakiejś libacji. Hop patrzył niechętnie, że mu się baba upiła.
Dziwna jakaś ta reakcja była. Zamiast poczucia winy – zaskoczenie.
